Care for decor Wyjątkowe miejsca

Ogrodowi partyzanci

Sierpień 24, 2016

Czy w samym sercu Nowego Jorku można mieć ogród warzywny? Można. Potrzeba tylko dwójki ludzi z pasją i wieżowca z niezagospodarowanym dachem.

Gdy zobaczyłam na instagramie zdjęcie wesołego, przystojnego chłopaka siedzącego na dachu w otoczeniu warzyw i na tle drapaczy chmur w Nowym Jorku, w pierwszej chwili pomyślałam, że to fotomontaż. Po przewertowaniu kilku zdjęć, odkryłam jednak niezwykłą prawdę – istnieją szaleńcy, którzy założyli ogród na samej górze wieżowca w środku Wielkiego Jabłka. Nie czekając długo, napisałam do ogrodników z prośbą o wyjaśnienie o co tu chodzi. Już następnego dnia odpisała mi przesympatyczna Serena.

Serena pochodzi z Wielkiej Brytanii, w jej domu rodzinnym był wielki ogród z warzywami i kwiatami i z biegającymi dookoła szczęśliwymi kurami. Po przeprowadzce do Nowego Jorku zaczęło brakować jej tego, co w domu miała pod dostatkiem – własnych warzyw i pasji jaką jest ogrodnictwo. Sama mieszka teraz w ogromnym drapaczu chmur, który liczy aż 47 pięter a jej chłopak Drew ma mieszkanie w 8-piętrowym wieżowcu. Wszyscy jego sąsiedzi mają spore balkony i nikt nie korzysta z pomieszczenia, które idealnie nadawało się do założenia małego ogrodu, czyli… dachu. I tym sposobem odnaleźli swoje miejsce w Nowym Jorku, w którym od roku spędzają cały swój wolny czas.

Serena chciała spróbować najpierw z pomidorami. Poprosiła więc Drew o sadzonkę. Dni mijały a prośba jakoś wypłynęła z głowy Drew. Pewnego dnia, w jego domu zjawił się kurier z 35 roślinami, które zamówiła Serena zmęczona czekaniem na obiecanego pomidora. Tak zaczęły się wielkie dachowe sadzenia. Część warzyw rośnie z sadzonek ale sporo wysiali sami z nasion i dzisiaj szczycą się ogrodem, w którym rośnie z około 50 gatunków różnych roślin. Hodują między innymi: jarmuż (który uwielbiają głównie za smak i piękne kolory), pomidory, mnóstwo ziół, różne gatunki papryk, kapustę pak choi, bakłażany, sałaty, groszek, kwiaty i wiele innych.

Jak sami mówią, zacząć było łatwo ale o wiele ciężej jest utrzymać ich ogród. Na dachu panują ciężkie warunki, rośliny nie mają schronienia od wiatru, deszczu ani słońca. W Nowym Jorku są duże wahania temperatur, których wiele roślin nie wytrzymuje. Czasami jest tak gorąco, że muszą podlewać swoje uprawy dwa razy w ciągu dnia. Zimą temperatura potrafi spaść do -20 stopni. Niezastąpiony jest w tym przypadku jarmuż, który nie tylko przetrwał wszystkie niedogodności, ale jeszcze wspaniale się wybarwił.

Mówią o sobie Guerrilla Gardeners (co można przetłumaczyć, mniej więcej, jako ogrodowi partyzanci) bo uprawiają ogród tam, gdzie nie powinni. Nie mają od władz budynku żadnego oficjalnego pozwolenia ale taka działalność nie jest też jasno zabroniona. Jak tylko wieść o ogrodzie się rozniosła, przyciągnęła tłumy sąsiadów, którzy stali się bliskimi znajomymi Sereny i Drew. Dzisiaj pomagają im w hodowli, podlewają rośliny a w zamian mogą brać z ogrodu, czego akurat potrzebują.

Serena opowiada, że w Nowym Jorku z roku na rok powstaje coraz więcej tego typu ogrodów na dachach ale cały czas jest ich bardzo mało. Ich wspólnym marzeniem z Drew jest to, żeby kiedyś każdy dach w ich mieście był zielony. Są zdania, że nie ma nic bardziej wspaniałego niż spacer na dach po zbiór warzyw, z których później powstaje obiad:

O wiele bardziej doceniasz jedzenie, gdy wiesz dokładnie skąd pochodzi

Serena i Drew chętnie dzielą się swoimi przekonaniami i umiejętnościami, które nabyli podczas swojej partyzantki. Organizują różne akcje w nowojorskich szkołach, podczas których uświadamiają dzieci o istocie zdrowej hodowli warzyw i potrzebie świadomego jedzenia. Zachęcają też do zakładania własnych, nawet najmniejszych ogrodów.

Mam wielką nadzieję, że poznam kiedyś Serenę i Drew osobiście, na przykład podczas oględzin ich pięknego ogrodu. W końcu podróż do Nowego Jorku to moje wielkie marzenie. Trzymam za nich kciuki i podziwiam wytrwałość. To prawda, że jeżeli robi się coś z pasji, można przenosić góry albo… uprawiać pomidory na szczycie wieżowca.

Kilka kadrów z ich ogrodu:

Nowy Jork2

nowy jork

nowy jork 3

nowy jork 4

Aby urozmaicić swoje miejsce pracy, Serena zrywa kwiaty, które następnie lądują w wazonie na biurku.

nowy jork 5

new york

drew

garden

basil

new jork

Serena mówi, że nie ma nic bardziej seksy, niż kobieta, która jest w stanie poświęcić swój manicure po to aby zbiory z ogródka były smaczniejsze.

nowy jork 6

Ulubiony jarmuż

jarmuz

jarmuż2

Serena i Drew

guerrilla gardeners

guerrilla

serena

Wspólnie na warsztatach z dziećmi

serena drew

Zachęcam do śledzenia działalności Guerrilla Gardeners i wspierania ich, na przykład, miłym słowem pod którymś ze zdjęć na ich profilu instagramowym: https://www.instagram.com/theguerrillagardeners/

Blog Sereny i Drew można zobaczyć zobaczyć TUTAJ

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego zbioru Sereny i Drew, którzy zgodzili się je udostępnić na potrzeby mojego posta. Dziękuję!

Przeczytaj również

2 komentarze

  • Reply Jan Machyński | SoczekPomarańczowy Wrzesień 9, 2016 at 8:37 am

    Jej, faktycznie genialna sprawa! W ogóle szalenie mi się to podoba, gdyż nie dość, że daje szansę na posiadanie samodzielnie wyhodowanych warzyw, to jeszcze doskonale integruje lokalną społeczność. Byłoby wspaniale móc tak współżyć ze swoimi sąsiadami, na tak fair i partnerskich warunkach. Zamiast każdy się zamknąć w swoich kilkudziesięciu metrach, to jest okazja i miejsce, aby się spotkać. Ja mieszkam na terenach wiejskich, więc nie narzekam na brak własnych warzyw, czy owoców, ale gdybym był w mieście to bardzo szukałbym takiej „odskoczni”.

    Choćby po to, aby sobie kwiaty uprawiać, gdyby nic jadalnego nie chciało rosnąć. 😉

    • Reply Marta Wrzesień 12, 2016 at 9:14 am

      Janku, też uważam, że to genialne. Skoro takie ogrody cieszą się coraz większą popularnością gdzieś na świecie, liczę na to, że i u nas wkrótce się przyjmą. Dachy naszych bloków to wielkie, niewykorzystane powierzchnie i cudownie byłoby zaaranżować je na wspólną – zieloną przestrzeń. Coraz bardziej popularne jest hodowanie pszczół w miastach, którym tam podobno lepiej niż na terenach wiejskich! Na wsiach stosuje się coraz więcej chemicznych środków do ochrony roślin, które zabijają te pożyteczne owady. Dlaczego by więc nie uprawiać w mieście warzyw 🙂 ?

    Odpowiedz